Zawód Polska
Nie piszę, bo piszę. Ale kończona powieść nie podoba mi się, chyba sama się zapędziłam w jakieś rewiry zbyt mi obce. Najlepiej wychodzi to, co bliskie ciała, przykładem „Drwal” Witkowskiego.
Mimo rozdarcia między tekstami (czytanymi, bo wysyp świetnych książek, pisanymi, żeby zamknąć) a eventami – tak, tak, niby ironicznie, ale już tak się wszystko nazywa – naukowo-krytyczno-administracyjnymi, chcę zanotować wrażenie ze Zjazdu Polonistów, na który udałam się prosto ze spotkania PEN Clubów Polski i Litwy w Wilnie, które to spotkanie domaga się epickiego pióra, ale o tem potem, jeśli zdołam znaleźć czas i formę.
Zjazd Polonistów to okazja do spotkań z ludźmi zbieranymi przez całe, zawodowe życie, co może stanowić okoliczność wynoszącą lub dołującą. Ja lubię takie spotkania, wywołujące ból kręgosłupa posiedzenia, zabieranie głosu, kawo-herbatę z termosów wojskowych. W tym roku zastanawialiśmy się znów „co dalej”, bo polonistyka od paru dekad „na rozdrożu” i „w przebudowanie”. Paradoks polega na tym, że poloniści od lat znajdują się w awangardzie dekontruktywistów lub przynajmniej rewizjonistów. Oglądają z każdej strony tradycję, podejrzliwie odnoszą się do pewników, zaglądają pod podszewkę tożsamości. No więc my tu z otwartą przyłbicą demontujemy, a tymczasem pomalutku nas demontują odgórnie. Język narodowy? Sami mówimy, że przymiotnik „narodowy” jest podejrzany, więc lepiej przyjmijmy jakiś międzykulturowy, czyli angielski.
Autorem najlepszego skrótu sytuacji wypowiedzianego podczas Zjazdu jest Krzysztof Kłosiński, który powiedział: „naszym zawodem jest Polska”. Otóż to, Polska, język, literatura, lęki i zaścianki, wizje i spory. Odbierają nam ten zawód, bo dowodzą, że ważniejsza jest, dajmy na to, komunikacja interkulturowa. Specjaliści od Polski to dziś politycy, my zaś utrzymywani powinniśmy być na jakimś malutkim marginesie jako nauczyciele nauczycieli. Też najlepiej interdyscyplinarnych.
Temat wymaga rozwinięcia, ale ja tu tylko migawkowo, pozjazdowo, chciałabym odnotować wystąpienie (jedyne) studenta w dyskusji. Może nie doceniliśmy tego głosu, więc teraz chcę zapisać swoje wrażenie, iż był to głos pierwszorzędny. Dyskutant powiedział nam, że studiuje polonistykę, bo chce, potrzebuje wiedzy o świecie, kulturze; bo zawsze chciał. Jednocześnie jednak studiuje jeden z „kierunków zamawianych”, gwarantujących stypendium i wizję zatrudnienia w przyszłości.
Co znaczy taki wybór? Na pewno nasi studenci są mądrzy, idealistyczni ile trzeba, pragmatyczni ile muszą. Czy to samo można powiedzieć o naszym państwie? Ustalenie listy kierunków zamawianych, pozornie, wyrównuje deficyty na rynku pracy. Pozornie, bo w praktyce jest źródłem dofinansowania studentów, co niekoniecznie prowadzi do wykształcenia przyszłych pracowników.
Zastanawiam się, dlaczego państwo nie chce zamówić sobie przyzwoicie skrojonej Polski, wszechstronnie przygotowanych specjalistów od rodzimej kultury i języka? Dlaczego państwo zostawia Polskę nacjonalistom i amatorom? Z jakiego powodu student nie może poświęcić się studiowaniu literatury i języka? Może, jasne, ale na własne ryzyko.
Gadamy od lat o tym, że nasi absolwenci sprawdzają się w wielu zawodach. Niby tak. Może dlatego nikt się o nich nie troszczy. Ustawa, która obostrza warunki dopuszczalności studiowania na dwóch kierunkach pomniejszy szeregi studiujących polonistykę (plus któryś z kierunków zamawianych). Przyjdzie czas, gdy nikt nie będzie podkopywał tradycji wytworzonymi na uniwersytecie narzędziami. Zostanie tylko tylu polonistów, ilu potrzeba do obsługi szkolnych testów.
Trackback'i i Pingback'i
- vitamins online
- reverse mortgage lender
- de reverse mortgage
- free debt reduction plan
- air purifier for the home
- dehumidifier
- reverse mortgage cons
- debt relief company
- debt relief company
- debt consolidation programs
- debt settlement company
- credit debt relief
- debt settlement company
- consolidate credit
- reverse mortgage definition
- musicians friend locations in nashville
- ventilation for basement
- Onlineshop erstellen}
- create a website
- game
- air purification
- mold air
- sell laptop online
- Oscar
- sell iphone 3gs
- sell an iphone
- improve air quality
- http://www.soniconsultants.com
- เกมส์ต่อสู้ ๒ คน
- best litter boxes for cats






DROGA INGO!
Ten student moim zdaniem miał rację.
Lawinowa rosnąca ilość informacji szcególnie w niektórych gałęziach wiedzy sprawia, że w praktyce zawodowej wykorzystuje się jedynie niewielkie jej fragmenty. Jednocześnie wielu studiujących pragnie poznać możliwość uogólnień jakie mogą przekazać nauki zwane humanistycznymi. Kiedy kilka lat temu wstecz zapytałem moich kolegów z okresu studiów na AGH – Kraków, będacych aktualnie profesorami tej uczelni, dlaczego pojawiły się – na tej uczelni, kierunki humanistyczne? Stwierdzili krótko. Bo takie jest obecnie zapotrzebowanie na wiedzę u młodych ludzi. Bo sama wiedza techniczna już im nie wystrcza. Nie tak dawno na blogu profesora fizyka – UW, pojawił się post w którym ów profesor narzekał, jak to kolejne reformy szkolnictwa w Polsce, zmniejszyły drastycznie ilość godzin wykładowych z fizyki. Zapewne wszyscy wykładowcy na wyższych uczelniach mają zastrzeżenia do nauczania w szkołach średnich, ąle te szkoły muszą jakoś przystosować się do zmieniających się realiów w zakresie dopasowania ich do zmieniających się potrzeb.
Wielu futurologów prorokuje, że postęp techniczny spowoduje, że człowiek będzie dysponował coraz większą ilością czasu wolnego. Może poświęci go np. na literaturę. Aby to zrobić skutecznie i z pożytkiem musi dokształcić się w tym zakresie wiedzy. Prawda?
Czy nie jest to jakaś wskazówka?
Jak widać temat rzeka.
Bardzo serdecznie pozdrawiam:):):)
STAN KOC(Cytuj)
Do wypowiedzi powyżej dodam, że na AGH w Krakowie są otwierane kierunki humanistyczne. Gdyby jeszcze w Ministerstwie Nauki zechcieli zwrócić uwagę, że takie zapotrzebowanie istnieje, i że może przyszli inżynierowie potrzebują także humanistycznej edukacji, dodatkowych zajęć np. z wiedzy o kulturze, o literaturze albo o tym, jak posługiwać się językiem polskim. Ale na takie decyzje potrzeba myślenia wybiegającego w przyszłość a nie skoncentrowanego na doraźnych celach i potrzebach. nauczycielka akademicka(Cytuj)
Mam nadzieję, że na tych kierunkach uczą specjaliści; jeśli tak – to dobre wieści, właśnie o to chodzi, o zrozumienie tego, że potrzebujemy dziś wiedzy z wielu dziedzin. Ani humanista nie powinien być analfabetą matematycznym, ani inżynier pozbawionym kontekstu własnej kultury technokratą. Pozdrawiam! Inga Iwasiów(Cytuj)
DROGA INGO!
Napisałaś:
“Ani humanista nie powinien być analfabetą matematycznym, ani inżynier pozbawionym kontekstu własnej kultury technokratą.”
Bardzo słusznie!
Zapewne od zdefiniowania celu do jego realizacji – droga trudna i daleka.
Ale sądzę, że jest to jedynie słuszny kierunek kształcenia.
Nie bądź pesymistką, bo taki stan utrudnia życie. Prawda?
Serdecznie pozdrawiam:):):) KOC(Cytuj)
Trudno nie być pesymistką pracując na uniwersytecie. Pozdrawiam! Inga Iwasiów(Cytuj)
Większość polonistycznych pasjonatów zasila obecnie szeregi “jakiejkolwiek” pracy, natomiast ci bardziej szczęśliwi mogą mówić o pewnym awansie społecznym, pracując w dziedzinach, które w minimalnym stopniu są pokrewne do tego, co z takim zacięciem i wewnętrznym zaparciem studiowali przez te kilka lat, zapominając o życiu pozabibliotecznym.
Studiowanie – dla pieniędzy i dla pasji – coraz częściej idzie w parze, cóż, student nie jest głupi, musi sobie jakoś radzić. Wiem to po czteroletniej praktyce. Niestety, dość niechlubnej, ale praktycznej, bo wynikającej z kontaktów z coraz młodszymi rocznikami.
Z nadzieją na pojawienie się optymizmu, choć w minimalnej dawce,
IS Iwona Smolec(Cytuj)
Dlaczego niechlubnej? Trzeba docieniać własną biografię. Zasada ta dotyczy obu stron: nauczyciele muszą mieć poczucie sensu i wartości zawodu, studenci muszą mieć możliwość wyboru bez zagrożenia marginalizacją. Pozdrawiam Inga Iwasiów(Cytuj)
DROGA INGOO
Napisałaś:
“Trudno nie być pesymistką pracując na uniwersytecie.”
Czy Twój pesymizm jeat tylko chwilowy?
Tak można twierdzić na każdej uczeni i w każdym czasie?
Czyżby strukturalny pesymizm?
Przesyłam optymistyczny uśmiech:):):)
STAN. KOC(Cytuj)
IIzAgO , [url=http://geipkmqigfru.com/]geipkmqigfru[/url], [link=http://mastuwgclnjw.com/]mastuwgclnjw[/link], http://hpqddnebshiw.com/ ajvznkn(Cytuj)
Siostry Polonistki, kiedyś jeden profesor powiedział, że polonistów nigdy dość, że im więcej ludzi z wykształceniem polonistycznym, tym lepiej dla społeczeństwa. Bo lepiej jest jak ekspedientka zna dobrze literaturę, niż jakby jej nie znała. Lepszy spawacz, który przekopał się przez Dostojewskiego, od spawacza który zakończył swoją edukację na “Chłopcach z Placu Broni” i “Calineczce”. Ale jest też drugi aspekt: im więcej ludzi wykształconych w danym zawodzie tym są tańsi i łatwiej nimi manipulować, łamać ich i po prostu wykorzystywać.
Dla dyrektorów szkól nie jest ważny poziom wykształcenia (uczelnia, średnia ocen na studiach, posługiwanie się obcymi językami etc.). Nieistotne wydaje się, czy nauczycielka na przykład popełnia dużo błędów językowych, czy mało, czy jest ona oczytana, czy tylko zna lektury szkolne, czy polonistka umie pisać czy też ma problem z protokołem z rady pedagogicznej albo ze sprawozdaniem z wycieczki do teatru. To jest nieważne! Co się liczy? Decydujące okazuje się to, żeby pracownica była tania, posłuszna, pracowita i “dużo robiła dla szkoły”, np. dekoracje na akademie, ciasto na spotkanie z rodzicami, wystąpiła w koncercie na rzecz szkoły (dochód z koncertu na sztandar), uszyła stroje na przedstawienie, zaniosła niepełnosprawne dziecko do łazienki i je wycewnikowała, znalazła sponsora (bo znowu połamali ławki), prowadziła kilka kółek zainteresowań za darmo etc.
Chciałbym, aby życzenie siostry Ingi się spełniło: nauczyciele muszą mieć poczucie sensu i wartości zawodu… ale w tych realiach… po co łacina, s-c-s (czy tego jeszcze uczą?), bibliologia i bibliografia, ba… po co Kochanowski, Morsztyn i Reymont, nie wspominając o Wojaczku i Gombrowiczu… nie lepiej kurs szycia na pierwszym roku (najlepiej sztandarów), na drugim scenografia w remizie, a na trzecim sztuka negocjacji (jak przekonać wójta, żeby rzucił stówę na ten sztandar), na czwartym coś z majsterkowania i naprawiania zamków w drzwiach (etat konserwatora w szkole to zbędny wydatek), na piątym: jak uzupełniać dziennik i jak ściągnąć scenariusz imprezy choinkowej z internetu.
No to się rozpisałem, kochane siostry. Proszę więc o wyrozumiałość. A tytuł posta miał brzmieć “Polonistyka w przebudowie”:) Petrowicz(Cytuj)
Ba! Drogi Bracie Polonisto, pięknie piszesz, ostro i trafnie, wolałabym, żebyś nie miał racji, ale nawet w tej sytuacji warto się stawiać. Inga Iwasiów(Cytuj)