Przejdź do treści

Nadzieja na chłodnik

wtorek, 13-07-2010

Jeszcze parę dni, ostatnie obrony prac dyplomowych, zaległe korekty, jakiś nienapisany artykuł, lista książek do zabrania, ale zabrać się nie dających, bo biblioteka nieczynna, a potem Wilno. Trudno mówić o wakacjach, nienapisane teksty ciągną do tyłu, pierwsze dwa tygodnie to zawsze ostry odwyk od wiecznej mobilizacji, wychodzenia z domu do studentów, na zebrania, na spotkania, do urzędowania, potem następuje faza depresyjno-maniakalna, w której rychły koniec wakacji każe siedzieć przy komputerze, bo jeśli nie dokończę/nie zacznę pisać, jesienią nie dam rady, ponieważ jesień to konferencje. Wakacje topnieją w rękach, każda godzina na plaży wydaje się czasem rozpusty, choćby nie była to plaża dla nudystów. Powiedzmy szczerze, bez pracy nie ma wakacji i tym się różni ten niby-wolny zawód, który wykonuję, od pozostałych. Czasem  myślę: jak dobrze byłoby mieć jakiś fach w rękach, ujęty w ramy roboczogodzin! A potem przestaję tak myśleć, ponieważ prawdopodobnie bardzo bym się nudziła. Jadę najpierw do Wilna, wcześniej tam nie byłam, słabo znam najbliższy Wschód. Co prawda nie mam korzeni na Litwie, moja rodzina pochodzi z Ukrainy, jednak czuję wielką ciekawość i mam nadzieję patrzeć i czuć odgarniając warstwę stereotypów, polskiej  literatury, polskiej  megalomanii. Będę zapisywać wrażenia pod wspólnym tytułem “Chłodnik litewski”, bo inny od chłodnika polskiego, bo jeść coś trzeba, bo chłodno między nami, bo chłodnym okiem na sentymenty…. I tak dalej. Jeszcze parę dni i lecę.

Blog

Odpowiedz

Uwaga: Można korzystać z XHTML. Twój adres nigdy nie zostanie opublikowany.

Śledź ten komentarz przez RSS

Login with Facebook: