Przejdź do treści

Chłodnik – Nida

poniedziałek, 16-08-2010

Nida sprzyja resetowi. Dziwi tylko, że dom Tomasza Manna, powiedzmy szczerze Thomasa Manna, zwie się tu domem Tomo Mano, w pierwszej chwili trudno skojarzyć o kogo może chodzić. Dom piękny, drewniany, w tutejszym stylu rybacko-willowym, na wzniesieniu z widokiem na Zatokę Kurońską. Spędził tu zaledwie dwa letnie sezony, przed emigracją w 1933 roku a po Nagrodzie Nobla. Dziwi mnie, że mógł pisać, jednak musiał to mieć dobrze zorganizowane, bo patrzenie na zalew działa demobilizująco, a kilkukilometrowe spacery na plażę od strony morza skłaniają do drzemki. W każdym razie jeśli o mnie idzie, Nida rozleniwia. Spokój, plaża pusta jak zapamiętane w dzieciństwa połacie między Pogorzelicą a zasiekami poligonu ciągnącego się aż po horyzont, błogosławiony brak dyskotek, zjeżdżalni, smażalni. Można jeździć rowerem, można spacerować. W nocy burze, od rana upał. Nawet jeśli nad zatoką wieje, morze gładkie, jak na Bałtyk ciepłe. Reset, dziwię się, że istnieją jakieś sprawy, od których właściwie jestem ciężko chora, chociaż nie wiem jak bardzo.
W hotelu – niewielkim, bo nie stawiają wielkich – pamiętającym lata siedemdziesiąte najwięcej turystów miejscowych i z Niemiec. Porozumiewamy się tu wynalezionym specjalnie na takie okazje językiem, jakimś ogólnoeuropejskim, ale w grę wchodzi także niemiecki. Siedząc pewnego dnia na tarasie i czytając przewodnik (warto po drodze odwiedzić parę miejsc) myślę sobie o całym tym zamierającym ostatnio ruchu sentymentów. Bo w Wilnie głównie turysta z Polski, dość hałaśliwy, a w Nidzie z Niemiec, zadowolony. Jednak w wielu z tych miejsc nieoczekiwanie spotykamy się – na przykład Polacy i Niemcy – jak u siebie, każdy w swojej kapliczce stawiając świeczkę przeszłości. To dla mnie, wychowanej na nieufności wobec intencji niemieckiej turystyki do Szczecina ciekawe doświadczenie. Są miejsca w Europie, do których zgodnie pielgrzymujemy. Pouczające. Ruch sentymentów „pierwotnych”, a więc w pierwszym, ewentualnie drugim pokoleniu, zamiera, a połączenia z Polską są coraz trudniejsze, chyba że jedziemy na zorganizowaną wycieczkę.
W drodze powrotnej – Kretynga, ze względu na piękną nazwę. No i Pałac Tyszkiewiczów, reklamowany w przewodniku jako piękny, z restauracją w oranżerii, za ZSRR salą gimnastyczną. Zadziwia mnie inwencja ludzi radzieckich. No bo na przykład Muzeum Ateizmu w cerkwi to jakoś logiczne, w dodatku zbawienne dla substancji zabytkowej, bo muzeum strzeżone, ogrzewane. Że skład nawozów sztucznych – pachnie zemstą ludu i patosem barbarzyństwa. Natomiast w oranżerii – sala gimnastyczna? Przewrotność semantyczna godna narodu, który wydał mistrzów teorii semiotycznych.
Kretynga w dzień Matki Bożej Zielnej, czyli pogańskie święto końca lata, w kościele. Rynek eklektyczny, tyszkiewiczowsko-radziecki. Pałac w remoncie, jedno skrzydło zastąpione nieotynkowanym budynkiem wyglądającym na byłą szkołę. W parku bloki. Co mówią Niemcy pod dworami – PGR-ami w Polsce zachodniej? Właśnie, to samo ciśnie się na usta.

Blog

4 komentarze/-y
  1. Milena Matracka

    Thomas Mann był homoseksualistą, ale także ateistą podobnie jak Gombrowicz.Zachęcam wszystkich do przeczytania książki, którą niedawno sobie zamówiłam Niezbędnik ateisty.A propos nazwiska Dąbrowska. Trzeba wytoczyć proces o prawa do tego nazwiska.  (Cytuj)

Trackback'i i Pingback'i

  1. Buy Facebook Fans
  2. sexy porn
  3. blues scales

Odpowiedz

Uwaga: Można korzystać z XHTML. Twój adres nigdy nie zostanie opublikowany.

Śledź ten komentarz przez RSS

Login with Facebook: