Przejdź do treści

Wolno lubić Smarzowskiego?

środa, 12-02-2014 12:43
Iwasiów_Blogotony[1] (2)

           Tomasz Łubieński polemizuje z moim odczytaniem twórczości Wojciecha Smarzowskiego. Naszą polemikę drukuje dzisiejszy „Tygodnik  Powszechny” (12 02 2014). Odpowiedziałam, rzecz teraz skracając, dlaczego wolę stać tam, gdzie umieszcza swoich bohaterów reżyser Pod Mocnym Aniołem niż w kurzu bibliotecznym  oraz dlaczego nie lubię, choć w logice Łubieńskiego powinnam lubić, nowego filmu  Larsa von Triera. Sprawa jednak jest oczywiście ważniejsza od mojego gustu, jak zrozumiałam, gminnego, zidiociałego i skatologicznego, z predylekcją do faszyzmu.  Od paru tygodni przetacza się przez media zapowiedź kolejnej kulturowej rewolucji, znów zresztą wzniecanej w imię odwiecznych zasad i tak zwanych wartości.

            Mamy więc dotację na Muzeum nad Świątynią i faktycznie dość skąpo dotowane w tym roku imprezy kulturalne, książki, programy w instytucjach kultury  i czasopisma. Mamy zapowiedź, że gdy przyjdzie PiS, będzie wspierać narodową sztukę w imię wolności. Mamy batalię antygenderową. Domyślać się więc możemy, iż sztuka kobiet, sztuka gejowska, sztuka prorównościowa, ani żadna inna, która diagnozuje dzisiejsze społeczeństwo nie będzie mogła liczyć na państwowy mecenat. Chcę widzieć obie te batalie – prowadzoną i zapowiedzianą (antygenderową i antysztuczną) jako symptom tej samej wizji społecznej. Mamy zaniechać podejścia krytycznego, powielać sprawdzone w przeszłości schematy. Polscy hamulcowi wierzą, że zło wynika z modernizacyjnych zapędów. Chcą (jak i europejska prawica) wejść do Parlamentu Europejskiego, żeby zatrzymać Europę, posługując się sloganami takimi jak odnowa  rodziny, odcinając niechciane elementy. Korzystając ze zdobyczy wspólnej ekonomii, głosić odnowę narodów na starych zasadach. Zaniechać naprawiania, zadekretować aktualność norm i ich przestrzegania. 

 

            Nie jest wcale pewne, czy prognozy zwrotu prawicowego w UE się sprawdzą. W wielu krajach trwa energiczna kampania antykonserwatywna. Gdyby jednak się sprawdziły, istotnie mamy szanse na rozkwit polityki kulturalnej, która marzy się prawicy, ale ma swoich zwolenników w obecnym centrum.

            Taka kultura, wyprana z krytyki jako narzędzia poznawczego, wnosząca słuszność i tylko słuszność, będzie traciła na znaczeniu. Już dziś wiara w kulturę wymaga siły. Umacnia się  raczej dyktat popkultury, mającej zresztą ważną rolę do spełnienia. Sztuka tendencyjna, ślepa na problemy naszego czasu, nadająca się do deklamacji i utwierdzania linii nie poradzi sobie z naporem świata. Ta prawicowa okaże się mniej wydolna od lewicowej – także skłonnej do stereotypowego skrótu i grania na jedną nutę. Sama siebie zlikwiduje, bo kto będzie miał ochotę oglądać spektakle patriotyczne? Bądźmy poważni, mamy inne rzeczy do zrobienia. Odbiorcy szukają dziś w filmie, literaturze, muzyce łatwego paliwa i nie ma co się na to zżymać. To paliwo musi napędzać prawdziwe życie, nie wystarczy że będzie przygotowane według dawnej receptury. By konkurować z szybkimi kaloriami kultury masowej, trzeba dawać ludziom narracje analityczne i krytyczne, nie wielkie syntezy i apologie. 

 

            Tymczasem ani w sprawie gender, ani innych wchodzących do pakietu politycy za wiele nie mówią. Chyba że w tonie wizyjnym lub aferalnym. PO liczy na kolejne wybory pod hasłem „no ale nie możemy dopuścić do władzy PiS-u”.  Im gorzej więc, tym lepiej. Im większa ofensywa komisji STOP Gender i więcej zapowiedzi szarży ułańskiej,  mającej na celu odbicie domów kultury, tym większe prawdopodobieństwo mobilizacji negatywnego elektoratu.  Mamy wybrać ze strachu mniejsze zło. „My” – dopowiem, żeby nie narazić się na osąd „wypraszam sobie” użyte przez Tomasza Łubieńskiego – dotychczasowi wyborcy PO, raczej usytuowani na lewo do trzonu tej partii. 

            Jednak wszystkie te rachunki, czynione teraz w gabinetach i gdzie tam się je sporządza, są coraz mniej wiarygodne. Naprawdę na wielu frontach trwa wojna kulturowa. Kto się nie opowie, nie powinien nas reprezentować.

 

+

FacebookShare

Nienawidzę w imię miłości bożej

niedziela, 19-01-2014 09:01
Gender_okl

Wstałam dziś bardzo wcześnie, bo muszę skończyć artykuł o Różewiczu. To tak a propos „weźcie się do roboty”, „kto to ma w Polsce te tytuły, niby co tam napisali”. W zeszłym tygodniu miałam spotkania w Krakowie na UJ, trzy dni w świecie intelektu, dostałam też wiadomość o przyznaniu rocznego stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Do ferii – stos (napisało mi się „stop”, często takie STOP widać ostatnio) zadań, żeby podczas ferii mieć ze dwa tygodnie na kończenie książki. Jednak nie da się wyminąć rzeczywistości.

List do Pana Premiera Donalda Tuska czeka na odpowiedź. Tym bardziej czeka, że narasta wokół niego kontrakcja. Umieszczony na petycje.pl, żeby umożliwić złożenie podpisów osobom zainteresowanym, zarasta hejtem. Publicysta „Gościa Niedzielnego” skierował energię Ludu Bożego na ten list.

I teraz: strona petycji jest tak skonstruowana, że umożliwia wyrażenie sprzeciwu. Ten sprzeciw przynajmniej  ma imię, nazwisko i miejsce zamieszkania. Co jednak zastanawiające, razem z imieniem, nazwiskiem i miejscem zamieszkania konstruuje się opisany w liście mechanizm. Próbka badawcza, która pozwoli nam prześledzić, czym jest mowa nienawiści. Sami przeciwnicy pytają – jaka mowa nienawiści, o czym bredzicie? No to macie (pisownia zgodna  z oryginałem):

Gender jest sprzeczne z Fizjologia człowieka.

Ideologia wprowadzająca do przedszkoli zdeklarowanych pedofilów spod znaku tęczowej tolerancji. Won do Koreańskiego raju.

Ideologia gender to chore pomysły, nie życzę sobie zarażania nimi moich dzieci.

Mam 25 lat, w niedalekiej przyszlosci planuje miec dziecko. Nie chce i nie wyobrazam sobie aby moje dzieci wychowywaly sie wsrod dewiantow.

Nie i koniec homolobby pedofilskiemu gender zoofilów nekrofilów lgbt!!!

Jestem za normalnością w życiu społecznym.

Nigdy nie zgodzę się na demoralizację moich i innych dzieci!

esli ktokolwie ma ochote na eksperymety to powinien to robić na swoich dzieciach… nie pozwole aby kosztem moich dzieci ktoś karmiłswoje zboczone e

deprawujcie swoje prywatne dzieci, jeśli macie. Od moich wam wara.

Za eksperymenty na naszych dzieciach powinno się stawać przed plutonem egzekucyjnym.

Gender-ideologa wymyślona przez propagatorów homoseksualizmu, pedofilii, aborcji, in-vitro, której celem jest niszczenie człowieka poprzez manipulację

Szkodliwa ideologia zagrażająca rodzinie, Podobnie jak alkohol prowadzi do upodlenia i zniewolenia człowieka.

 

Ten pierwszy przykład – że gender jest sprzeczne z fizjologią – trochę mnie rozczulił. Fizjologia dużą literą? To chyba ktoś wątpiący w naturalną ontologię. Jest sporo wpisów pokazujących katastrofalną niewiedzę. Tak, faktycznie nie udało nam się przez ostatnie dwadzieścia lat wiele ludzi nauczyć.

„Gender” w tych wpisach ma wszelkie cechy bytu osobnego, nawet antropomorficznego, bajkowego. Myślę o nim, tym z wpisów, jako o jakimś kudłatym wielkim zwierzęciu z mackami. Hybrydzie głębinowych lęków i narracji o Yeti wychodzącym z  w ciemności.   Poza tym,  że jest narzędziem w rękach potworów, samo w sobie jawi się jako jakaś góra zła, narośl na zdrowym organizmie, żyjąca poza tym organizmem. Ósmy pasażer Nostromo. Działający między niewinnymi ludźmi szatan. Opętany seksem ojciec dziecka Rosemary.

Niektórzy piszą po prostu: sprzeciwiam się, bo to ideologia sprzeczna z moimi przekonaniami. Zakładam, że wiedzą jakie mają przekonania. Inni rozwijają argumentację: sprzeczna z nauką Kościoła, Jana Pawła II, godząca w godność kobiety i mężczyzny. W porządku. Nie chcę, piszecie, macie prawo w granicach prawa.  Też to przyjmuję, chociaż nie wiadomo czego (bo przecież potwór nie istnieje) nie przyjmują. Są i tacy, którzy popierają równość, ale nie gender (?) Wielu wystawia podszyte pogardą oceny sygnatariuszkom i sygnatariuszom listu.  Fakt, że większość stanowią kobiety daje argument do twierdzenia, iż nie jest to list poważny. Wszystkie te reakcje, łącznie z brakiem szacunku dla nauki i naukowców uznać można za mieszczące się w obyczaju dyskusji w Polsce.

Spójrzmy na zacytowane powyżej. Propozycje  „won”, zdefiniowanie rzeczników listu jako dewiantów, zboczeńców, wizja zarazy, zarażania, upodlenia, zniszczenia. Można by sądzić, że odwiedziliśmy forum pod artykułem na temat wypuszczania z więzień sprawców seryjnych morderstw na dzieciach.

Każdy, kto podpisał list mógłby obecnie wytoczyć sprawę o zniesławienie każdemu, kto sygnuje wpis zawierający nie tylko ocenę w poetyce mowy nienawiści, lecz pogróżki. Mowa jest przecież o plutonie egzekucyjnym, wygnaniu, wyłączeniu spod prawa, wykluczeniu ze społeczeństwa. Symbolicznym? A symboliczne nie oznacza realnego? Czyżby?

Ksiądz Oko używa porównań genderyści-komuniści-naziści, ale dba, by nie użyć nazwisk. Posłanka Kempa mówi co prawda, że przepędzi ludzi takich jak dr Maciej Duda z polskich placówek oświatowych, ale dba o to, by utrzymywać swoją argumentację na granicy zniesławienia. Po prostu obraża, nie obiecuje zesłania poza Polskę. Czytelnicy „Gościa Niedzielnego” –  tak zresztą jak i czytelnicy „Gazety Wyborczej”, bo nie chodzi tu o segregowanie ludzi wg  tytułu, ale po prostu o przeciętną obywatelską, o kogoś, kto reaguje na wezwanie osób, którym jakoś ufa – idą na całość. Nie wiedzą, że dają swoimi wpisami przykład tego, jak działa mechanizm konstruowania demonicznego i zarazem godnego pogardy wroga. Nie wiedzą, że zaciągają się nieświadomie do armii, ryzykując więcej niż sami generałowie. Przywódcy antygenderowego uderzania mają prawników, wiedzę, instytucje. Żołnierze – niewiedzę, strach i Internet.

 

 

 

FacebookShare

Odpowiedź Pani Minister na list do Pana Premiera

piątek, 17-01-2014 11:24

Nadeszła odpowiedź na list, o którym w poprzednim wpisie: 

 

Szanowni Państwo,w nawiązaniu do listu otwartego do Premiera Rządu RP Pana Donalda Tuska sprawie wyjaśnienia stanowiska rządu RP wobec budzącej niepokój społeczny kampanii przeciw „ideologii gender” w kontekście zobowiązań Polski do prowadzenia polityki równościowej, w załączeniu przesyłam Stanowisko MNiSW w sprawie zajęć i badań dotyczących gender na uczelniach.

 

Stanowisko MNiSW w sprawie zajęć i badań dotyczących gender na uczelniach

wtorek, 14 stycznia 2014

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego stoi na stanowisku poszanowania wolności badań i pracy naukowej. Minister nauki i szkolnictwa wyższego opowiada się za otwartością badań naukowych i dociekań, zostawiając pełną swobodę krytyki naukowej powstających teorii. Pozwala to bowiem na nieskrępowany rozwój myśli nad istotnymi zjawiskami społecznymi.

Minister jest zobowiązany do poszanowania Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Artykuł 33 Konstytucji mówi, że kobiety i mężczyźni mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym. Mają też równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń.

Badania nad gender, jako interdyscyplinarnym obszarem badawczym, podejmowane są w obrębie wielu dyscyplin akademickich, m.in. w socjologii, filozofii, historii, psychologii, antropologii kultury, literaturoznawstwie, historii sztuki, ekonomii, prawa i in. Prowadzone są w świecie od lat 50-tych XX wieku. Ich wynikiem są publikacje zarówno w formie artykułów, jak i monografii czy nawet encyklopediigender.

Gender studies, które rozwinęły się w ramach nauk społecznych, socjologii i antropologii kulturowej, odnoszą się do zjawisk społecznych i kulturowych, a nie biologicznych. Barierę przed ideologizacją nauki stanowi metodologia, sprawdzalność stawianych tez oraz ocena niezależnych środowisk naukowych.

MNiSW będzie wspierać wszystkie elementy polityki równości płci, do których odwołują się europejskie programy operacyjne i nowy program ramowy Horyzont 2020. Zasady polityki równościowej stanowią istotne ogniwo tych programów, a ich odrzucenie eliminowałoby polskich uczonych z możliwości korzystania ze środków unijnych, które są znaczące. W samym tylko Horyzoncie 2020 fundusze dla bloku tematycznego poświęconego wyzwaniom społecznym sięgają 30 mld euro. Obok projektów poświęconych problematyce zdrowia, bezpieczeństwa żywnościowego, klimatu i energii spodziewane jest realizowanie projektów z zakresu walki z wszelkimi wykluczeniami, a także projektów dotyczących ochrony wolności obywatelskich. Zasadą unifikującą wszelkie programy europejskie jest zapewnienie równości płci w panelach oceniających, grupach doradczych, eksperckich i badawczych. 

prof. Lena Kolarska-Bobińska
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Skan stanowiska MNiSW

 

Odpowiedź ta jest krzepiąca – studia gender są naukowe, legalne, a Polska zamierza brać udział w podziale unijnych środków, dążąc do wyrównania szans między kobietami i mężczyznami. 

Tymczasem na stronie http://www.petycje.pl/petycjePodpisyLista.php?petycjeid=10240&podpis_rodzaj=1

pojawiło się ponad 600 sygnatariuszy listu, o którym mowa. Czekamy na stanowisko Pana Premiera, ponieważ pytania dotyczą nie tylko polskiej nauki, ale i jej osadzenia w przestrzeni publicznej, a także zasad obowiązujących  w państwie.  Rozumiem, że Pani Minister odpowiada za urząd, któremu jako pracownice i pracownicy nauki podlegamy, jednak sygnatariuszkami i sygnatariuszami listu są osoby spoza ściśle zdefiniowanego środowiska naukowego, pracujące na rzecz wprowadzania polityki równości. Czy polityka równości jest priorytetem  naszego państwa? Na takie pytanie odpowiedzieć może Pan Premier. Na poziomie ogólnym taka odpowiedź nie byłaby trudna. W szczegółach – trudniejsza. Dużo ważąca także w sprawie publicznego zaufania do rządu. 

FacebookShare

List do Pana Premiera RP Donalda Tuska

niedziela, 12-01-2014 10:19
blogotony_small

Uwaga: można podpisać na stronie http://www.petycje.pl/petycjePodpisyLista.php?petycjeid=10240&podpis_rodzaj=1

Tym razem otwieram to okno  na inicjatywę, w której brałam udział. Panu premierowi Donaldowi Tuskowi zadane zostały konkretne pytania, dotyczące stosunku polskiego rządu do kwestii gender – tłumacz jako zasada równości płci. Swój pogląd na ten temat utrwalam w poszczególnych zapisach, czas przyszedł na sprecyzowane, skierowane pod najwłaściwszym adresem wnioski. Zachęcam do przejrzenia całości, choć dość długa.

Poniżej trzy dokumenty: 1. List do Pana Premiera RP Donalda Tuska;  2. Załącznik, zawierający wyciąg z Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014–2020; 3. Lista Sygnatariuszek i Sygnatariuszy.

Kolejne osoby zgłaszają chęć złożenia podpisów.

Warszawa, 9 stycznia 2014

 

List otwarty do Premiera Rządu Rzeczpospolitej Polskiej Pana Donalda Tuska

W sprawie wyjaśnienia stanowiska rządu RP wobec budzącej niepokój społeczny kampanii przeciw „ideologii gender” w kontekście zobowiązań Polski do prowadzenia polityki równościowej.

 

W Polsce prowadzona jest od paru miesięcy kampania przeciwko „ideologii gender”, chętnie eksponowana w mediach. Dotychczasowym punktem kulminacyjnym w tym dezinformującym społeczeństwo dyskursie był odczytywany w kościołach List Episkopatu Polski na Dzień Świętej Rodziny, tworzący wizję przeciwnika odpowiedzialnego za „dewastację rodziny”, upadek moralny, a zwłaszcza za zjawisko nazywane „seksualizacją dzieci”. To ostatnie pojęcie stało się powtarzanym w wystąpieniach przeciwników równości płci hasłem, zarzewiem konkretnych działań politycznych, utworzenia zespołu parlamentarnego Stop ideologii gender. Oddziaływanie opartego na nieprawdzie twierdzenia, iż tajnym planem osób wyznających „ideologię gender” jest deprawowanie najmłodszych, może spowodować groźne konsekwencje.

Język kampanii przeciw „ideologii gender” nosi cechy mowy nienawiści. Powołuje bowiem do życia niekonkretne i częściowo abstrakcyjne byty – „gender”, „genderyści”, „ideologia gender” – i zarazem obarcza je winą za wszelkie negatywne procesy społeczne, aż po zarzuty działań przestępczych, takich jak nakłanianie do pedofilii. Po skonstruowaniu wroga jako grupy wyobrażonej, mowa nienawiści zawsze obraca się jednak przeciw konkretnym osobom, skutkując realnymi konsekwencjami w ich życiu.

Można więc sądzić, iż „genderyści”, w tym naukowcy, nauczyciele, artyści, działacze społeczni będą w najbliższej przyszłości narażeni na eskalujące ataki. Ich dorobek zawodowy, zasługi dla wspólnoty, są dziś kwestionowane, a prawo do bezpieczeństwa zagrożone. Osoby prowadzące badania naukowe nad tożsamością płci, a także szkolenia, pomagające wdrażać politykę gender mainstreaming budującą społeczeństwo oparte na zasadach równości, a także będącą warunkiem partycypacji w podziale środków unijnych, podlegają w obecnej sytuacji stygmatyzacji jako współwinne działaniom przestępczym na polskich dzieciach.

W tej sytuacji zwracamy się do Pana Premiera z prośbą o wyjaśnienie stanowiska Rządu RP w sprawie polityki równościowej, z której wprost wynikają postulaty przezywane obecnie „ideologią gender”. Opinia publiczna powinna otrzymać z najbardziej wiarygodnego źródła informację na temat realizacji polityki, której podstawę stanowią Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej, ratyfikowane przez Polskę Konwencje Organizacji Narodów Zjednoczonych, Traktaty Unii Europejskiej, Dyrektywy Unijne i Strategia Europa 2020.  Wśród zarzutów godzących w „genderystów” pojawia się wizja „podstępnego działania”. Wyjaśnienia wymaga więc rodzaj zobowiązań, które wypełnia (lub nie) Polska jako kraj członkowski Unii Europejskiej. Przypominamy, że atakowana grupa  wspomaga wiedzą prowadzenie w Polsce działań na rzecz równości płci, w tym przyjęcie zasady gender mainstreaming, a obecnie została obarczona winą za w pełni jawne, legalne i wpisane w program rządu działania na rzecz równości, nazywane przez przeciwników „podstępną deprawacją”.

Co stanie się, gdy naukowcy, eksperci, działacze społeczni uznają swoją pracę za zbyt niebezpieczną lub niezgodną z interesem państwa i przestaną ją wykonywać? Czy Polska będzie w stanie wywiązywać się ze swoich zobowiązań międzynarodowych i partycypować w programach Unii Europejskiej? Czy realizowane dotychczas programy naukowe, edukacyjne, kulturalne, społeczne, infrastrukturalne, zawierające wymóg działań równościowych, były oparte na obowiązującym w Polsce prawie? Czy podział środków z Europejskiego Funduszu Społecznego w programie Kapitał Ludzki, dokonywany za pośrednictwem ministerstw Pana rządu,  odzwierciedlał cele cywilizacyjne autoryzowane przez Pana gabinet?

Interesuje nas zwłaszcza, jako naukowców, czy i w jaki sposób Rząd RP będzie wspierał przestrzeganie zasady gender equality w projektach zgłaszanych Komisji Europejskiej do Programu Ramowego Horyzont 2020. Mówiąc inaczej, czy podkreślany w tym programie wymóg równości kobiet i mężczyzn będzie nadal częścią polityki państwa polskiego? To pytanie szczególnie zasadne, gdyż w Horyzoncie 2020 priorytetem jest równość płci w nauce, a obecnie kwestionuje się naukową prawomocność badań, mających na celu dostarczenie podstawowej wiedzy na temat tejże równości. Dodać warto, iż Horyzont 2020 wspomaga realizację Strategii Europa 2020 oraz dążenie do spójności gospodarczo-społecznej i terytorialnej.

Od roku 2014 Program Operacyjny Kapitał Ludzki zastąpiony zostaje przez Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój (w skrócie PO WER). Równość szans i zapobieganie dyskryminacji oraz Równość płci zostały w tym programie uznane za dwie z trzech zasad horyzontalnych. W załączniku cytujemy fragmenty z wersji dokumentu ogłoszonej w dniu 6 września 2013.

Oczekujemy od Pana Premiera wyraźnej deklaracji dotyczącej realizowanej dotychczas i planowanej polityki, wynikającej ze zobowiązań międzynarodowych oraz zapisów Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Chcemy, by opinia publiczna zrozumiała, co oznaczają w języku współczesnego świata, czym są praktycznie dla Polek i Polaków hasła, których karykaturalnymi wersjami straszeni są rodzice nieletnich dzieci. Wspólnie jesteśmy bowiem odpowiedzialni za uświadomienie opinii publicznej, że nie istnieje żadna inna „ideologia gender” poza wywiedzioną z praw człowieka zasadą równości kobiet i mężczyzn.

 

Lista sygnatariuszy

prof. Inga Iwasiów, Uniwersytet Szczeciński

dr Agata Adamiecka-Sitek, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego

dr Monika Rudaś-Grodzka, Instytut Badań Literackich PAN

dr Iwona Kurz, Uniwersytet Warszawski

Kazimiera Szczuka, Gender Studies IBL PAN

dr hab. Monika Bakke, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

dr Tomasz Basiuk, Uniwersytet Warszawski

dr Joanna Bator

prof. Agata Bielik-Robson, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, University of Nottingham

prof. Anna Izabela Brzezińska, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

prof. Anna Burzyńska, Uniwersytet Jagielloński

dr Agata Chałupnik, Uniwersytet Warszawski

prof. UW, Bożena Chołuj, Uniwersytet Warszawski

prof. Przemysław Czapliński, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

dr Katarzyna Czeczot, Instytut Badań Literackich PAN

dr hab. Tatiana Czerska, Uniwersytet Szczeciński

dr Maciej Duda, Gender Experts Poznań

prof. Krystyna Duniec, Instytut Sztuki PAN

dr Kinga Dunin, Krytyka Polityczna

prof. Paweł Dybel, Instytut Filozofii i Socjologii PAN

prof. IS PAN Anna Engelking, Instytut Slawistyki PAN

dr Julia Fiedorczuk, Uniwersytet Warszawski

dr Monika Frąckowiak-Sochańska, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

prof. Małgorzata Fuszara, Uniwersytet Warszawski

dr Agnieszka Gajewska, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

prof. UAM Grażyna Gajewska, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

dr Arleta Galant, Uniwersytet Szczeciński

dr Magdalena Grabowska, Uniwersytet Warszawski

prof. UG Ewa Graczyk, Uniwersytet Gdański

dr Agnieszka Graff, Uniwersytet Warszawski

prof. IS PAN Irena Grudzińska-Gross, Instytut Slawistyki PAN

prof. UAM Ewa Guderian-Czaplińska, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

PD dr hab. Brigitta Helbig-Mischewski, ​Humboldt-Universität

prof. Maria Janion, Instytut Badań Literackich PAN

dr Bożena Keff, Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma

r. pr. dr Karolina Kędziora,  Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego

prof. Krystyna Kłosińska, Uniwersytet Śląski

dr hab. Jacek Kochanowski, Uniwersytet Warszawski

prof. Leszek Kolankiewicz, Uniwersytet Warszawski

dr Elżbieta Korolczuk, Södertörn University

prof. Dariusz Kosiński, Uniwersytet Jagielloński

dr Agnieszka Kościańska, Uniwersytet Warszawski

prof. WSNHiD Izabela Kowalczyk, Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu

dr Justyna Kowalska-Leder, Uniwersytet Warszawski

Beata Kozak, czasopismo feministyczne „Zadra”

dr Joanna Krakowska, Instytut Sztuki PAN

prof. Ewa Kraskowska, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

dr Dorota Krawczyńska, Instytut Badań Literackich PAN

dr Grażyna Kubica-Heller, Uniwersytet Jagielloński

prof. Joanna Kurczewska, Instytut Filozofii i Socjologii PAN

prof. UW Michał Kuziak, Uniwersytet Warszawski

dr Sylwia Kuźma, Uniwersytet Warszawski

prof. Anna Kwiatkowska, Instytut Psychologii PAN

dr hab. Andrzej Leder, Instytut Filozofii i Socjologii PAN

prof. Jadwiga Linde-Usiekniewicz, Uniwersytet Warszawski

dr Małgorzata Anna Maciejewska, Gender Studies IBL PAN

dr Lena Magnone, Uniwersytet Warszawski

dr Ewa Majewska, Gender Studies UW

dr hab. Joanna Mizielińska, Instytut Psychologii PAN

dr Paweł Mościcki, Instytut Badań Literackich PAN

dr Agnieszka Mrozik, Instytut Badań Literackich PAN

dr Katarzyna Nadana-Sokołowska, Instytut Badań Literackich PAN

prof. Anna Nasiłowska, Instytut Badań Literackich PAN

prof. UJ Grzegorz Niziołek, Uniwersytet Jagielloński

prof. Ryszard Nycz, Uniwersytet Jagielloński

dr Magdalena Piekara, Uniwersytet Śląski

Joanna Piotrowska, Fundacja Feminoteka

prof. Piotr Piotrowski, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

prof. Monika Płatek, Uniwersytet Warszawski

prof. UAM Krzysztof Podemski, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

prof. Tomasz Polak, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

prof. Dobrochna Ratajczakowa, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

Marta Rawłuszko, Gender Studies IBL PAN

dr hab. Paweł Rodak, Uniwersytet Warszawski

dr Ewa Rumińska-Zimny, Prezeska Międzynarodowego Forum Kobiet Nauki i Biznesu przy SGH, Członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet

Paula Sawicka, „Otwarta Rzeczpospolita”

Agnieszka Siekiera, Fundacja. Równość. Info

prof. Renata Siemieńska, Uniwersytet Warszawski

dr Katarzyna Sierakowska, Instytut Historii PAN

prof. Małgorzata Sugiera, Uniwersytet Jagielloński

prof. Małgorzata Szpakowska, Uniwersytet Warszawski

prof. UW Magdalena Środa, Uniwersytet Warszawski

prof. Joanna Tokarska-Bakir, Instytut Slawistyki PAN

dr Sławomira Walczewska, Fundacja Kobieca eFKa

dr Błażej Warkocki, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

prof. Marek Zaleski, Instytut Badań Literackich PAN

prof. IS PAN Anna Zielińska, Instytut Slawistyki PAN

prof. Eleonora Zielińska, Uniwersytet Warszawski

Feminoteka

Kongres Kobiet

W imieniu wszystkich sygnantariuszy

Kierowniczka Podyplomowych Gender Studies IBLPAN

Załącznik

Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój 2014–2020

PO WER 2014–2020 Wersja 3.0

WERSJA Z DNIA: 2013-09-06

 

RÓWNOŚĆ SZANS I ZAPOBIEGANIE DYSKRYMINACJI

Zgodnie z regulacjami wspólnotowymi dla polityki spójności, państwa członkowskie i Komisja podejmują odpowiednie kroki w celu zapobiegania wszelkiej dyskryminacji ze względu na płeć, rasę lub pochodzenie etniczne, religię lub światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną podczas przygotowania i realizacji programów. Zasada ta jest respektowana w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój oraz innych dokumentach służących jego realizacji. Jest uwzględniana zarówno na etapie przygotowania programu i dokumentów implementacyjnych, jak również na etapie wdrażania programu. Realizacja opisywanej zasady na etapie przygotowania programu została zapewniona m.in. poprzez włączenie w prace nad Programem oraz w proces konsultacji społecznych przedstawicieli podmiotów zajmujących się problematyką niedyskryminacji, niepełnosprawności i równości płci. Przedstawiciele tych instytucji będą także angażowani w prace nad szczegółowymi dokumentami implementacyjnymi i rozwiązaniami zapewniającymi równość szans, niedyskryminację, dostępność i pełne uczestnictwo w programie wszystkich osób bez względu na płeć, rasę lub pochodzenie etniczne, religię lub światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną. Zasada niedyskryminacji obowiązuje także przy realizacji programu, w szczególności przy ocenie i wyborze projektów w PO WER, zwłaszcza ma zastosowanie w odniesieniu do przedsięwzięć, których celem jest bezpośrednie wsparcie dla osób, a więc w osiach priorytetowych II Szkolnictwo wyższe dla gospodarki i rozwoju i IV Osoby młode na rynku pracy. W ramach projektów adresowanych do osób stosowana będzie zasada eliminowania dyskryminacji, zapewniania dostępności, zastosowania racjonalnych usprawnień i poszanowania dla różnorodności i odmienności z powodu płci, wieku, niepełnosprawności, rasy lub pochodzenia etnicznego, światopoglądu lub religii. Zasady te będą stosowane także w osiach priorytetowych, w których zakłada się wsparcie dla reform w obszarach zatrudnienia, edukacji, włączenia społecznego i zwalczania ubóstwa oraz administracji, a także w osi priorytetowej dotyczącej innowacji społecznych. Regulacje na poziomie europejskim szczególną uwagę poświęcają konieczności zapewnienia dostępności programów operacyjnych dla osób niepełnosprawnych. […]

RÓWNOŚĆ PŁCI

Zasada równości szans płci jest jedną z naczelnych polityk horyzontalnych Unii Europejskiej, której przestrzeganie gwarantuje kobietom i mężczyznom przypisanie równych praw i obowiązków, a także równy dostęp do zasobów (środki finansowe, szanse rozwoju), z których mogliby korzystać. Takie podejście znalazło swoje odzwierciedlenie w zapisach regulacji wspólnotowych dla polityki spójności, zgodnie z którymi państwa członkowskie zobowiązane są w ramach realizowanych programów operacyjnych do podejmowania działań na rzecz wyrównywania szans płci i przeciwdziałania wszelkiej dyskryminacji w tym zakresie. Troska o przestrzeganie zasady równości szans płci, oprócz obowiązku prawnego przynosi również realne i rzeczywiste korzyści ekonomiczno-społeczne, a także jest niezbędnym warunkiem realizacji celów strategicznych Europa 2020, dotyczących stworzenia trwałego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego i rozwoju społecznego. W związku z powyższym, mając na uwadze aktualne wyzwania w obszarze równości szans płci w Polsce, a także uwzględniając systemowy charakter działań planowanych do realizacji w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Rozwój Edukacja 2014–2020, za kluczowe dla interwencji EFS w kontekście równości szans płci uznano:

  • tworzenie odpowiednich warunków pozwalających na godzenie życia zawodowego z rodzinnym, jako czynnika niezbędnego dla zwiększenia poziomu aktywizacji zawodowej – zwłaszcza wśród kobiet;
  • tworzenie odpowiednich warunków i otoczenia prawnego, sprzyjających poprawie dostępności i jakości opieki nad dziećmi i osobami zależnymi;
  • przeciwdziałanie stereotypom związanym z płcią społeczno-kulturową;
  • wzmacnianie niezależności ekonomicznej i przedsiębiorczości zwłaszcza wśród kobiet;
  • zwiększenia świadomości na temat równości szans kobiet i mężczyzn;
  • budowanie i rozwijanie rozwiązań systemowych, dotyczących oceny wpływu polityk publicznych na rzecz poprawy równości szans płci.

Działania zmierzające do osiągnięcia powyższych celów będą realizowane w PO WER w oparciu o zintegrowane podejście do równości szans tzw. dual approach, czyli zarówno zaplanowanie konkretnych działań (specificaction) służących wyrównywaniu szans, jak wdrażanie tej zasady w sposób przekrojowy, poprzez uwzględnianie perspektywy równości szans we wszystkich interwencjach z EFS. Przykładem konkretnych działań będą interwencje oparte o dwa priorytety inwestycyjne 8.8 i 9.3, ukierunkowane na wsparcie z zakresu godzenia życia zawodowego i prywatnego, a także zwalczanie dyskryminacji ze względy na różne przesłanki – w tym m.in. płeć. Zaplanowana pomoc zostanie przeznaczona m.in. na stworzenie systemowych rozwiązań w postaci programów przeciwdziałania dyskryminacji w miejscu pracy, w tym monitorowania różnic wynagrodzeń, modeli godzenia życia zawodowego z prywatnym, czy zwiększenie świadomości na temat różnych form dyskryminacji na rynku pracy oraz promowanie równości, dostępności i pełnego uczestnictwa w rynku pracy. Horyzontalne podejście do zasady równości szans płci w Programie będzie opierać się głównie na zaplanowaniu działań w poszczególnych celach tematycznych np. zapewnienia równego dostępu do dobrej jakości edukacji elementarnej, kształcenia podstawowego i średniego, czy poprawy standardów jakości usług opiekuńczych na rzecz osób niesamodzielnych w ramach obszaru tematycznego dotyczącego wykluczenia społecznego. Oprócz wspomnianego podejścia dual approach, zasada równości szans płci będzie wdrażana również (zgodnie z propozycją zapisów rozporządzenia ogólnego) na każdym etapie realizacji programu (gender mainstreaming). W przypadku wyboru projektów zostaną zastosowane specjalne kryteria oceny, w postaci listy pytań sprawdzających czy w ramach danej interwencji równość szans płci została zachowana np. na etapie diagnozy, działań, rezultatów czy też sposobu zarządzania projektem. Natomiast sposób rzeczywistej realizacji tej zasady w praktyce będzie również sprawdzany na etapie realizacji projektu w procesie monitoringu, ewaluacji oraz kontroli. Na etapie monitorowania i sprawozdawczości wszystkie wskaźniki realizacji projektu/programu dotyczące liczby osób, będą zbierane w podziale na płeć. Ponadto postęp we wdrażaniu równości szans płci, a także opis problemów napotkanych w tym zakresie i podjętych działań zaradczych, będzie przedstawiany w ramach sprawozdań okresowych. W sposób szczególny opis konkretnych działań, mających na celu promowanie równouprawnienia płci oraz zapobieganie dyskryminacji, zostanie dokonany w sprawozdawczości w latach 2017 i 2019 (zgodnie z zapisami rozporządzenia ogólnego). W odniesieniu do procesu ewaluacji, zaplanowane zostanie badanie śródookresowe realizacji zasady równości szans płci, które pozwoli Instytucji Zarządzającej ocenić skuteczność wdrażania tej zasady w pierwszych latach realizacji Programu. Skład Komitetu Monitorującego PO WER i wszystkich grup tematycznych działających przy KM będzie skonstruowany w oparciu o potrzebę zachowania różnorodności ze względu na płeć, jak również z udziałem przedstawicieli środowisk działających na rzecz równości szans płci.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

FacebookShare

Odpowiedzialność państwa

środa, 08-01-2014 09:56
blogotony_small

Beata Kempa idzie na wojnę  z gender. Chce uświadomić politykom, że ta sprawa należy do odpowiedzialności państwa polskiego. Tak, to prawda. Ta sprawa leży w odpowiedzialności państwa, rządu, samorządu. Ratyfikowane przez Polskę porozumienia, traktaty międzynarodowe, wypracowane w ramach Unii Europejskiej strategie należą do odpowiedzialności tych organów.  Zostawiają także spory margines swobody, ponieważ państwa członkowskie różnią się kulturowo. Można rzec, że mają także różnice w zakresie gender. Tak, ja także chcę uświadomić politykom, że „gender” – przetłumaczmy – respektowanie zasady równości płci i jej realizowanie przy pomocy wszelkich instrumentów prawnych i wykonawczych, jakimi dysponuje państwo (strategia gender mainstreaming) należy do odpowiedzialności państwa, opartej na Konstytucji, ratyfikowanych przez Polskę aktach prawnych oraz porozumieniach międzynarodowych.

Mam tym razem pytanie o to,  czyją odpowiedzialnością jest powoływanie do życia wroga publicznego numer jeden, czyli „gender”, „genderystów”, „dżenderówek”? Opisują tę wyobrażoną grupę Listy Pasterskie, kazania, referaty na konferencjach poświęconych „dewastacji rodziny”, programy publicystyczne, artykuły, politycy, a teraz także posłowie Sejmu RP.

Powołuje się do życia grupę, która jest zarazem niekonkretna i quasi-realna. Z rzadka wymieniane są nazwiska, ale łatwo wpisać w nią nazwiska. Grupa ta „jest jak”: naziści, maoiści, staliniści, komuniści, mordercy, pedofile, deprawatorzy. „Jest jak”, bo najlepiej przygotowani do medialnego boju rzecznicy walki z gender zastrzegają w wystąpieniach, że nie podają przecież nazwisk i nie twierdzą, że ktokolwiek jest nazistą, jednak genderyści tak samo wyniszczą w końcu naród jak zamierzyli naziści.

Tego typu dowodzenie jest klasycznym przykładem mowy nienawiści. Wróg jest tu odczłowieczony – nie ma imienia i nazwiska, jest „gender” – ale jeśli się rozejrzymy, znajdziemy jego ucieleśnienie w konkretnej osobie. Jest straszny, a co najważniejsze – czyha na nasze dzieci, godzi podstępnie w substancję narodu. Sam zapewne nie ma dzieci, albo ma dzieci z bruzdą na czole.

Oto więc na naszych oczach, dzień po dniu, przy otwartych szeroko drzwiach mediów, buduje się w Polsce nową grupę dyskryminowaną, o ironio! – z osób, które walczą z dyskryminacją.

W dodatku można usłyszeć, że to właśnie genderyści posługują się mową nienawiści w stosunku do Kościoła. Jest to retorycznie skuteczne, ponieważ przeciętny słuchacz audycji radiowej nie wie, co to takiego „mowa nienawiści”. Sądzi, że idzie o krytykę. Otóż krytyka, nawet ostra, jest dozwolona. Niedozwolone natomiast jest formowanie grupy do zniszczenia, a z takim procesem mamy do czynienia w stosunku do genderystów.

Pytanie: czy jest pani genderystką? – pada w ostatnich tygodniach często. Boję się na nie odpowiedzieć. Tak, jestem, napisałam książkę „Gender dla średnio zaawansowanych”. Nie, nie jestem, nie deprawuję dzieci. Jestem, ale. Nie ma kogoś takiego jak „genderysta/tka”. Nie chcę należeć do grupy dyskryminowanej. Nie mogę wypisać się z grupy, która jest przedmiotem ataków.

Czujemy, że coś się wokół nas zagęszcza, chociaż nie spełniamy warunków karykaturalnego opisu. Nie jesteśmy pedofilami grasującymi w przedszkolach. Nie jesteśmy opętani seksem. Nie dewastujemy rodzin. Nie mamy dzieci „przedmiotów produkcji”  (jak to nazwał bp. Pieronek),  nie chcemy nakazać zmieniania płci, nie chcemy zakazać małżeństw dwupłciowych, nie mówimy do ludzi w rodzaju nijakim, nie tworzymy podziemnych bojówek w celu zainfekowania społeczeństwa homoseksualizmem. Nie upuszczamy dziecięcej krwi na macę.

Nie spełniamy warunków tego opisu, ale już spełniamy. Już opinia publiczna, bombardowana codziennie podobnymi rewelacjami, ma ten nasz – genderystów – obraz w głowach.

Kto jest za to odpowiedzialny? Media? Na pewno. Czy zapraszanie do studia telewizyjnego osób mówiących nieprawdę i sprawnie zasiewających ziarno nienawiści jest etyczne? Jednak wołanie o etykę w mediach byłoby naiwne.

Posłanka Kempa ma rację. W tym państwie istnieje także odpowiedzialność na poziomie władzy. To, co się teraz dzieje jest elementem walki o władzę. Genderyści są tylko środkiem do jej osiągnięcia. Zagrożeniem, przed którym zbawią świat prawicowi politycy. Cenę płacimy wysoką. Po pierwsze stawiamy pod znakiem zapytania modernizacyjny plan Polski w  Europie, autoryzowany przez obecny rząd. Po drugie uczestniczymy w eskalacji społecznego niepokoju. Jego ofiarami będzie całe społeczeństwo, cofnięte o dziesięciolecia. Dobrze, powiem coś w swoim imieniu – mogę się nie martwić o Polskę. Mogę nawet powiedzieć: moi współobywatele będą mieli, na co zasłużą. Nie mogę jednak wypisać się z grupy dżenderówek. Z grupy, która ma zostać poświęcona. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy spada na państwo polskie.

FacebookShare

Dane jawne

piątek, 03-01-2014 11:09
blogotony_small

Wśród zarzutów kierowanych z ambon pod adresem „ideologii gender” pojawia się i ten, iż zostaje „podstępnie” wprowadzana. Nie wiadomo kiedy, rozprzestrzenia swoje  wpływy i zmusza ludzi do przyjęcia niszczących rodzinę, moralność, a zwłaszcza małe dzieci założeń.

Przez ostatnie tygodnie milczałam, ponieważ skala walki z gender przekroczyła granice absurdu i prawdę mówiąc byłam trochę sparaliżowana, ponieważ argumentowanie zaczynające się od definicji tego, czym jest ten gender, wydawało mi się już niemożliwe. Dziś jednak GW publikuje artykuł Blanki Mikołajewskiej „Umilać życie innym, dbać o porządek”. Tak Opus Dei za pieniądze z UE aktywizuje zawodowo kobiety. Artykuł nawiązuje do zaproponowanego przez Fundację Feminoteka przeglądu sposobu wykorzystywania w Polsce pieniędzy z UE przez organizacje katolickie. Pomyślałam dziś rano o  pewnym aspekcie pobocznym, lecz dla mnie istotnym tej sprawy.

W kampanii przeciw gender zadziwia umiejętność odwracania kota ogonem.  Skonstruowany w Liście Pasterskim na Dzień Świętej Rodziny podmiot  gender (czyli feministki, geje i niektórzy lewacy, a mówiąc językiem bliższym rzeczywistości – ludzie wyznający zasadę równości) ma być podstępny, niejawny, destrukcyjny. Wiedza ma być winna patologiom: czyli nie pedofile,  ale ujawniający ich  działania powinni być leczeni. Nie sprawca przemocy w rodzinie, ale raporty o przemocy powodują rozpad rodziny. Nie nierówny podział obowiązków w rodzinie, ale domaganie się równego podziału wpływa na niską dzietność. Nie brak edukacji seksualnej, ale edukatorki seksualne podwyższają liczbę aborcji. Feministki działają z ukrycia, choć są zwykle znane z imienia i nazwiska, natomiast takie Opus Dei jest organizacją uduchowioną i całkowicie przezroczystą, co wynika zapewne z naturalnej ontologii.

Organizacje i osoby otwarcie głoszące zasady równości płci raczej nie robią tego anonimowo. Stowarzyszenia feministyczne oraz cały program UE ogłaszają wszelkie statuty, programy i listy członków. Opus Dei ma takie zasady, że nie można się do końca zorientować co i jak, kto i w jakim stopniu.

Dodam, że kategoria „katolik”, uważana za naturalny stan Polaka i Polki, obecna choćby w usankcjonowanych państwowo rytuałach, symbolach i zasadach, jest także nieco mgławicowa, bo nie wiadomo  ile osób w Polsce i jak bardzo zaangażowanych ją tworzy.

W tej sytuacji mówienie o „podstępnym” działaniu gender jest wywijaniem kotem aż do urwania ogona.

Opus Dei ma na celu między innym wpływanie na polityków i politykę, wychowanie i wychowawców, a nawet naukowców i naukę, ze szczególnym uwzględnienie bioetyki. Nie sygnuje działań jawnie ogłaszaną listą nazwisk. Domniemanie o tym, kto jest członkiem, sympatykiem, a kto ewentualnym zapleczem dla twardego programu polityczno-światopoglądowego funkcjonuje na zasadzie plotki.

Zdumiewa wobec tego posługiwanie się argumentami podstępnego działania „genderystów”. O ile, gdybym miała fantazję kandydowania w wyborach, opinia publiczna wiedziałaby o mnie, że jestem feministką (choć nie należę do żadnej organizacji), o tyle o kandydatach na samorządowców czy  parlamentarzystów bliskich Opus Dei dowiadujemy się najwyżej z plotki. Ich poglądy są neutralne, podczas gdy feministyczne są ideologią? Nie wydaje mi się. Może powinni poznawać je wyborcy, zanim zagłosują na sympatycznych panów i miłe panie, porządnych obywateli, walczących wszelkimi metodami jak najbardziej ideologicznymi i politycznymi z widmem domniemanego zła, zrodzonego przez oświecenie.

 

FacebookShare

Seksizm a seksualizacja

piątek, 20-12-2013 10:42
blogotony_small

Niedziela Świętej Rodziny wypada w tym roku 29 grudnia, czyli – nawiążmy do klasyka barejowskiego – już po świętach. To dobrze, bo trudno mi sobie wyobrazić tych moich znajomych, którzy do kościoła chodzą raz w roku, z okazji bożonarodzeniowej wizyty u urodziny, słuchających Listu Pasterskiego na ten dzień. Tym razem pasterze zajęli się bowiem zagrożeniami genderowymi, czyli strasznym widmem równości, wiszącym nad Polską. Cały ten list jest niezwykle interesujący z retorycznego punktu widzenia: rozpoczyna i kończy się wezwaniami miłości, a w środku produkuje uprzedzenia i ksenofobię. Nie mówi niczego nowego – zbiera natomiast znane już i propagowane wcześniej stanowisko polskiego Kościoła Katolickiego wobec „zagrożenia gender”. Raz jeszcze wobec tego wałkuje sprawę „seksualizacji dzieci”. Boże Narodzenie jest niewątpliwie dobrą okazją do rozmowy o rodzinie i dzieciach, a sąsiedztwo bezbronnego Jezusa leżącego w żłóbku uruchamia mechanizmy opiekuńcze wobec naszych własnych dzieci. Tak więc moje posłanie na te święta będzie dotyczyło także dzieci, nie całego Listu Pasterskiego. W feminizmie istnieje pojęcie, które widzę jako równoległe wobec kościelnej „seksualizacji”: „seksizm”. Seksizm jest czymś negatywnym, odpór dawany seksistowskim relacjom, żartom, reakcjom należy do podstawowych celów osób dążących do przyjęcia równościowych zasad w życiu społecznym.

Czemu seksizm, a nie seksualizcja? Zabawię się w semantyczkę języka. Otóż seksizm jest postawą, przyjmującą (zwykle bezrefleksyjnie, automatycznie) definicję człowieka jako istoty, którą można kierować ze względu na fakt posiadania przez nią zdolności do wykonywania czynności seksualnych. W praktyce oznacza to podział i wyznaczanie reguł podległości ze względu na role płciowe. Seksizm opiera się najczęściej na założeniu „naturalności” kobiecości i męskości i czyni z kobiet obiekty a z mężczyzn użytkowników. Może oczywiście oznaczać także spojrzenie na mężczyzn jako maszyny seksualne, ocenę ich wartości ze względu na wydolność kopulacyjną i atrakcyjność. Seksistowskie spojrzenie filtruje wszystko przez łóżko. Fakt, że ludzie uprawiają seks rzutuje na sposób zachowania w pracy, w miejscach publicznych. Pozwala wytwarzać wizerunki kobiet i mężczyzn w kulturze i mediach. Kiedy przełożony w pracy mówi o lub do podwładnej „ładna dupcia”, albo delikatniej „nie mogę spokojnie patrzeć na ten dekolt” – ma na nosie seksistowskie okulary, nieodpowiednie do oceny rezultatów pracy biurowej. Kiedy reklama myjni samochodowej, fermy drobiu, samochodu, kleju do tapet posługuje się wizerunkiem nagiej kobiety – jej twórcy zakładają, że ciało jest najważniejszym, choć w pewnym sensie także zdewaluowanym, pogardzanym towarem. W formie językowej „seksizm” zawarte jest przekonanie, że to raczej kierunek myślenia, postawa, prąd, nurt: tak jak dadaizm, impresjonizm lub sam feminizm. Seksizm, choć tak głęboko zakorzeniony, nie jest niezmienny i bezwarunkowy. Nie wszyscy jesteśmy seksistami. Seksualizacja natomiast to świadoma czynność, proces. „Seksualizować” oznaczałoby narzucać seksualność tam, gdzie wcześniej było jakieś czyste pole. „Ować” – na przykład też ewangelizować. Przechodniość, czynne działanie jest tu konieczne. Człowiek, dopowiadam punkt widzenia Kościoła, jest pierwotnie, w swej naturalnej ontologii czysty (choć obciążony grzechem pierworodnym), ażeby uczynić z niego istotę seksualną, trzeba go/ją uporczywie seksualizować.

W Liście Pasterskim znów pojawia się widmo Światowej Organizacji Zdrowia jako organizacji propedofilskiej. Tymczasem niewymieniany z nazwy w filipikach księży dokument, czyli Standards for Sexuality Education in Europe. A framework for policy makers, educational and health authorities and specialists (WHO Europe, 2010) nie mówi niczego o seksualizacji, lecz podkreśla konieczność dostosowania wychowania seksualnego na fazy rozwoju dziecka. W istocie opisuje więc, jak poprzez edukację zapobiegać płynącej z nieświadomości, seksistowskiej kulturze, zamieniając ją w kulturę wiedzy i szacunku dla ważnego aspektu człowieczeństwa, jakim jest seksualność. Feminizm od lat piętnuje seksizm. Analizuje wpływ cukierkowej kultury dziewczyńskiej, uczącej uległości. Krytykuje wzory płciowe, narzucające ideał szczupłego, dostępnego ciała. Mówi kobietom o prawie do mówienia „nie”, które to prawo zabezpiecza dzieci przed pedofilią, a dorosłe kobiety przed przemocą, niechcianą ciążą, chorobami przenoszonymi drogą płciową. Treningi genderowe uczą szacunku do siebie, akceptacji dla cielesności i przebudowywania hierarchii: jesteśmy istotami seksualnymi, ale budowanie wizji własnego życia tylko na tej jednej przesłance – że ktoś nas weźmie sobie do łóżka – zaprowadzi nas donikąd.

Zbierzmy te przesłanki: genderystki i genderyści czynnie działają przeciw seksizmowi, czyli założeniu, iż seks nas definiuje i ustawia społecznie. Kościół twierdzi, iż genderyści „seksualizują”, czyli uczą seksu od przedszkola. Celem nowoczesnych programów edukacyjnych jest dostarczanie wiedzy dostosowanej do wieku, która to wiedza ma być parasolem ochronnym przeciw poniżającymi ludzi praktykami seksizmu. Na przykład uleganiu dorosłym, którzy czynią z dzieci zabawki seksualne. Nie jestem pracownicą WHO, ani urzędniczką państwową. Mam jednak wrażenie, że WHO powinna wiedzieć, jaką przeciw niej kampanię prowadzi się w kraju członkowskim Unii Europejskiej. Rząd nie powinien milczeć, gdy wypełnianie zobowiązań w ramach EU opisywane jest jako jakaś krecia robota. Mogę zabrać głos jako feministka. Od lat walczę z kulturą seksizmu i obraża mnie twierdzenie, iż współodpowiadam za seksualizowanie dzieci. Uczynienie z seksu najważniejszego punktu debaty, w tym posłania na Dzień Świętej Rodziny pokazuje seksistowskie podstawy myślenia Kościoła. Nie chcę powtarzać po raz kolejny argumentu reakcji na ujawnienie przypadków pedofilii w kościele, jednak tak: opętani wizją grzechu, przymuszani do milczenia maluczcy są łatwiej sterowalni, także jako ofiary nadużyć seksualnych. Kościelny dyskurs seksualny jest pełen sprzeczności. Zakłada, iż seksualność pojawia się deus ex machina na „właściwym” etapie życia i ma prawidłowe lub nieprawidłowe przebiegi. Tak rozumiana seksualność niewiele ma wspólnego z „naturą” człowieka, w którą skądinąd Kościół silnie wierzy. Żeby odpowiednio uformować seksualność człowieka, Kościół musi wiernych przyuczać, czyli seksualizować na swoją modłę. Ta modła jest mocno seksistowska i jako takiej nie wróżę jej już długiej kariery.

FacebookShare

Paralizatorem pod sukienkę

niedziela, 08-12-2013 12:22
Na krótko

Na krótkoKtóry dziś jest? – musiałam najpierw ustalić, żeby zacząć pisać. Przerwy robią się coraz dłuższe, a moje „nie nadążam” coraz oczywistsze i nudniejsze. Może bym nawet przestała już pisać bloga, schowała się bardziej, ale recepcja „Blogotonów” dostarcza mi tylu przyjemności i zaskoczeń, że chce się pisać.

Zaległości w komentowaniu mam gigantyczne. Przez ostatni miesiąc jeżdżę (i jeszcze pojeżdżę aż do lutego,  a w marcu zacznie się runda przedwiosenna) na konferencje, kolokwia, spotkania. Potem nadrabiam na miejscu deficyty snu, zajęć, prac przybiurkowych.

Poza normalnym moim nienadążaniem doszły dwa uczucia: pierwsze związane z pójściem w świat „Umarł mi”, wymagające koncentracji na emocjach; drugie związane z antygenderowym uderzeniem.  Poziom absurdu i agresji dosłownie paraliżuje, ale właśnie nie można zastygnąć, trzeba pisać i gadać.

Wczoraj myślałam o złotej sukience chłopaka, wykonującego coś, co nazwać można performatywnym sprzeciwem wobec treści wykładu „Czy gender to dewastacja rodziny i człowieka?” Dołożenie „czy” oczywiście nie maskuje tego, „że”. To jest jeden z tych ważnych momentów, których nie chcą rozumieć bojownicy antyrównościowi.  Kiedy roztaczają wizję chłopców zmuszanych w przedszkolach do noszenia sukienek, co może doprowadzić do degeneracji narządów płciowych i szaleństwa, unicestwiają cały, w końcu dość tradycyjny, nurt myślenia o stroju jako maskaradzie, o „szacie, która nie zdobi człowieka”. Nierozumienie polega tu na małym przesunięciu, podobnie jak w haśle „seksualizacji genderowej”. Na krzyżówce w dzielnicy, gdzie mieszka moja mama, widnieje reklama myjni samochodowej: goła pupa kobieca i hasło „umyj mnie”. Do tej pory sądziłam, że to jest seksualizacja: wulgarne, prymitywne skojarzenia, eksponowanie ciała i zachęcanie ludzi do korzystania z usług, mających wydawać się pożądanymi, bo patronują im części ciała podane do powszechnego użytku. Jak to tłumaczyć dziecku – dziewczynce i chłopcu? Na tej krzyżówce tworzy się korek, niejeden przedszkolak tę miejską, żałosną pornografię ogląda. Siedząc z mamą lub tatą w samochodzie, jadąc autobusem, idąc na spacer. Teraz się okazuje, że seksualizacja to powiedzenie dziecku, że zasługuje na szacunek, a ciało należy do niego.

Z sukienką  jest tak: owszem, w zupełnie niezrozumiałych dla kościelnych prelegentów wywodach genderowych wskazuje się na fakt, że atrybuty takie jak czerwone szpilki, różowe bluzki, czarna bielizna mogą być kostiumami dla określonych, zwykle ciasnych, ról. Można je odegrać lub rozegrać/ wziąć lub odebrać. Ja, jako kobieta, używam ich czasem, ale i nie używam. Co w tym zagrażającego rodzinie? Swoją drogą dzieci lubią się przebierać i nie wyobrażam sobie co musi chłopcu mówić otoczenie, żeby załamał się z powodu zabawy w królewnę.

Złota sukienka na wykładzie o dewastacji jest trafną wypowiedzią, adekwatną do trybu dyskusji, narzucanej przez kościół. Straszycie zapaścią cywilizacji –  a tu sukienka. Boicie się sukienki, bo szata nie tyle zdobi, ile wyciąga na wierzch lęki, demonstruje to, co ma być schowane – płeć jako radość, nie jako powinność i krzyż. Absurdalność połączenia wizji piekła (straszącej dzieci od przedszkola) z ciuchem.

Myślałam jednak także o innym wątku tej sprawy – o twierdzeniu, że zakłócenie wykładu musi znaleźć odpór, bo godzi w wolność nauki. Moim zdaniem Uniwersytet nie jest miejscem głoszenia każdych poglądów, choć niestety jest. Uczelnie zasłaniają się nie tylko ideą wolności, ale też potrzebami finansowymi – pozwalają głosić antydarwinowskie herezje, wynajmują sale pajacom i hochsztaplerom. Samo twierdzenie, że przemoc instytucjonalna jest tak samo usprawiedliwiona, gdy trzeba wyprowadzić faszystów i chłopaka w złotej sukience jest manipulacją. Policja bije w obu przypadkach w imieniu państwa, które zostaje wpuszczone na eksterytorialną przestrzeń uniwersytecką. Czy sukienka zagraża temu państwu tak samo jak faszystowskie, antysemickie, rasistowskie  hasła?

Rekcja jest w tym przypadku demaskacją najsilniejszego resentymentu. Chodzi o to, by na siłę przytrzymać ludzi w fantazmatycznych rolach, które dawno uległy modyfikacji. Nie dewastacji, lecz cywilizacyjnemu przeobrażeniu. Nikt tego nie powstrzyma, chyba że policja zacznie sprawdzać, jaką ludzie noszą bielizną i wymierzać za odstępstwa karę paralizatorem.

FacebookShare

Gender dla wystraszonych

piątek, 15-11-2013 10:40
blogotony_small

Kościołowi katolickiemu w Polsce udało się coś, czego nie zrobiły przez trzydzieści lat środowiska feministyczne. Piszę bez ironii, żadnego w tym  nie ma przekąsu, ale i radochy pod tytułem – gdzie dwóch się bije lub jakoś tak. Po kolei.

Od trzech lat moje doktorantki prowadzą spotkania nieformalnej grupy Gender dla średnio zaawansowanych. Grupa jest nieformalna tylko dlatego, że założenie koła doktorantów nie przysparza wiele poza obowiązkiem wypełniania papierów. Działa natomiast regularnie, prężnie i odpowiedzialnie. Początkowo zapraszałyśmy do Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa na dyskusje o książkach i filmach. Od zeszłego roku spotykamy się w kultowym szczecińskim miejscu, w Piwnicy Kany,  działającej przy Teatrze Kana. Frekwencja bywała różna, często środowiskowa. Przychodziły studentki i studenci, członkinie i członkowie organizacji prorównościowych, przyjaciele. Tym razem przyszły osoby zachęcone hasłem „Czym zagraża gender”. Tajemnicze słowo działa.

Nikt nie zrobił dla jego rozpropagowania tyle, ile kościół. Ani manify z okazji 8 marca, ani Kongres Kobiet. Manify były do tej pory postrzegane jako środowiskowe parady. Kongres Kobiet jako miejsce krystalizacji prokobiecych postulatów. Feministyczne, polityczne, równościowe, querrowe inicjatywy wpisywały się do tej pory w dynamikę społeczną, operującą wyraźnymi liniami demarkacyjnymi: są „oni” i jesteśmy „my”. Jak szerokie nie byłyby zamiary, ambicje i przedsięwzięte środki, nikt kto nie miał ochoty nie szedł  w pochodzie, nie zapisywał się do organizacji feministycznej, nie podpisywał protestów. Inną sprawą jest to, czy nie korzystała/korzystał ze zmian społecznych wywoływanych przez dyskursy i inicjatywy emancypacyjne.

Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Konserwatywno-katolicka kontrofensywa przedstawia gender jako głównego wroga cywilizacji. Gender jest wszędzie, przede wszystkim przyjdzie po wasze (nasze) dzieci, odbierze im płeć, zmusi do seksu, przekreśli naturalne potrzeby, moralność, miłość, rodzinę. Gender stał się sprawą wszystkich, nieco mgławicowym, ale groźnym, zaimportowanym wrogiem.

Na wczorajsze spotkanie przyszły panie autentycznie przejęte, zaniepokojone kulturową ofensywą genderu, który grozi ich synom. Pytające, czy mężczyzna na urlopie tacierzyńskim musi być kobietą. Chcące dowiedzieć się, po co jakaś „płeć kulturowa”, czy nie wystarczy, żeby kobiety i mężczyźni zarabiali tyle samo na tych samych stanowiskach.

Jak wiele razy podczas dyskusji w bardziej przekonanych do idei feministycznych gronach działał mechanizm: nie jestem feministką, bo jestem kobietą, natomiast żyję jak chcę. Teraz jednak trzeba rozmawiać zupełnie inaczej, trzeba ludzi najpierw uspokoić w sprawie fundamentalnej: nikt nie zamierza chodzić po domach i zabierać z szaf kobiet różowych bluzek. Nie będzie ustawy o konieczności zmiany płci po dojściu do pełnoletniości i może jeszcze ze dwa razy w ciągu biografii. Nikt nie będzie wychowywał heteroseksualnych dzieci na homoseksualne. Nie zostaną zabronione małżeństwa mieszane i wielodzietność.

Nie tylko dlatego, że genderyści nie posiadają takiej siły politycznej. Przede wszystkim dlatego, że nie takie mają cele. Kiedy zaczyna się wyjaśniać główne zamierzenia – okazuje się, że nie są tym horrendum, o którym piszą media katolickie. Nawet „dziwolągi” – wypływa w dyskusji – tak bardzo nie przerażają współczesnych ludzi jak chcieliby tego siejący strach. Jest oczywiście granica, której w dyskusji między gender a tradycją nie da się przeskoczyć, jednak środkowe pole, związane z wolnością i równouprawnieniem zostało ostatnio ponownie zaminowane.

Nie wiem co z tego wyniknie. Chciałabym wierzyć, że odbędzie się wiele takich spotkań, które pozwolą rozminować pole społeczne. Bo trzeba spotkań bezpośrednich, nie tylko medialnych wymian poglądów. Ludzie dowiadują się o zagrożeniu gender w kościele, od katechetek, w rozmowie, więc trzeba z nimi rozmawiać,  nie do nich przemawiać. Jednak tylko część zainteresowanych osób przyjdzie i zapyta, większość uwierzy w zarazę gender. Ale może wcale nie, może coś się przewali, zwycięży zdrowy rozsądek.

Jedno jest pewne – nie ma drugiej takiej tuby w Polsce jak kościół katolicki. Nikt nie dysponuje taką siłą perswazji, nie umie tak skutecznie zaniepokoić ludzi. Nawet Unia Europejska nie spopularyzowała na porównywalną skalę, choćby przez wymóg uwzględniania czynnika  gender we wnioskach o fundusze strukturalne, tego niewinnego słowa, oznaczającego od paru miesięcy ponowoczesną bombę antybiologiczną.

Może to jest nasz czas, nareszcie możemy mówić do wszystkich. Nareszcie widzimy też, ile jest do zrobienia.

FacebookShare

Magnolia

sobota, 19-10-2013 19:29
blogotony_small

Krytycy o moich „Bologotonach” mówią, że są kulturalne i inteligenckie. To, co teraz napiszę łatwo mogłoby być niekulturalne. Inteligenckie byłoby nadal, bo dotyczy smaku, klasy i honoru, kategorii nudnych i nieobecnych w życiu publicznym. Honoru? Tak, honor to anachronizm, zastąpiony raczej prawem. Jak ktoś – ja – nie rozumie na jakim świecie żyje, nie załatwia swoich spraw zapisami, KRS-ami, umowami, zostaje bez niczego. Jeśli ktoś rozumie, ale odnosi się do  tej wiedzy nonszalancko, bo nie ma czasu i nie jest małostkowy,  to potem dostaje zapłatę.

Z trudem przychodzi mi kulturalne sformułowanie tego, co mam do powiedzenia, hamuje mnie zażenowanie. Jakbym stała w zepsutym kisielu  – nie mam ruchu, ale coś zrobić muszę, żeby zaczerpnąć powietrza.

W środę  dostałam listem poleconym podziękowanie za pracę w jury Nagrody Literackiej dla Autorki Gryfia. Postanowiono odnowić skład, usuwając jednostki niekorzystnie wpływające na wizerunek nagrody. Nie całe jury (upłynęła kadencja, więc inteligentnie byłoby udawać, że chodzi o techniczny zabieg), lecz mnie oraz Beatę Kozak, redaktorkę naczelną „Zadry”.

Nie zamierzałam dożywotnio zasiadać w tym jury, jednak forma podziękowania za całą tę architektoniczno-wykonawczą operację, jaką były dwie edycje nagrody i sporego Festiwalu Literatury Kobiet przekracza wszelkie granice. Szkoda, że protestowałam przeciw nazwaniu tej nagrody Magnolia. Nazwa mówiłaby wszystko.

FacebookShare